Uncategorized

Drogi pamietniczku…

Drogi pamietniczku…
26 Listopada 2017 roku godz. Ok. 3:00

Drogi pamietniczku…
… obudzilam sie z podwinieta bluzeczka odkrywajaca moje calkiem pokazne piersi. Sutki byly twarde, przez moja skóre przechodzily pulsujace dreszcze a moja dlon spoczywala pod moimi majtkami i zostala lekko zgnieciona przez moje zacisniete rece… Tak, tak jak sie domyslasz, znowu snila mi sie ta pamietna noc z piatku. Czulam caly czas na sobie jej zapach… moze to glupie ale specjalnie, zeby ciagle pachniec nia, nie mylam sie za bardzo… ale nie! Nie mysl, ze nie dbalam o podstawowa higiene. Jej usta, tak jakby caly czas dotykaly moje cialo… jej dlonie bladzilyby po nim… ehh niestety Kaska na weekend musiala pojechac do rodzinny i od tamtej pory na razie sie nie widzialysmy… Ale… Boze! Nawet nie wiesz jak sie ciesze… jestesmy para! Co prawda… na razie musimy sie ukrywac, ale jeszcze przed rozpoczeciem zajec umówilysmy sie na naszej lawce… zeby pobyc chwile razem. Przy niej zaczelam nabierac troche odwagi… i postanowilam, zrobic cos szalonego zanim pójdziemy na zajecia.
Postanowilam, ze i tak juz nie zasne, wiec zaczelam sie zwlekac z lózka… nagle po pokoju rozlegl sie glos wibracji… byl to mój telefon, który wydawal charakterystyczny dzwiek przesuwajac sie po drewnianej pólce. Zerknelam na niego… to ONA dzwonila…
– Hej Mój Rudziaku, tez nie mozesz juz spac?
– Czyli nie jestem sama… snilas mi sie… to byl bardzo przyjemny sen…
– Mam nadzieje, ze nie az tak przyjemny jak ja, gdy jestem przy Tobie?
– Bez porównania… tesknie za Toba… za Twoimi ustami, dotykiem… Twoim zapachem…
– Kaska…
– Tak?
– Musze Ci cos powiedziec… sobie przemyslalam wszystko…
Po tych slowach, zaczely mi pomalu naplywac lzy do oczu i zamarlam… Nie, nie tylko nie to prosze…
– Nie… prosze… tylko tego nie mów… – Mówilam lamiacym sie glosem.
– Mam nie mówic, ze Cie Kocham najbardziej na swiecie?
Boze… w duchu sie uspokoilam… chyba jeszcze nigdy nie bylam taka bliska zawalu…
– GLUPKU! CHCESZ, ZEBYM DOSTALA ZAWLU?!
– Ciiii… przepraszam, bo pobudzisz tam wszystkich. Kocham Cie Zoska, najbardziej na swiecie.
– Ja Ciebie tez! Nie chce Cie stracic.
Mój dom na ogól jest bardzo cichy i ktos, kto by byl w nim pierwszy raz nie uslyszal by, ze ktos idzie… ja na szczescie posiadalam juz ta zdolnosc…
– Cholera… ktos tu idzie! Poczekaj nie rozlaczaj sie…
Nagle drzwi do mojego pokoju uchylily sie lekko i zaraz za nich pojawila sie glowa mojego taty.
– Córeczko wszystko w porzadku?
– Tak, tak tato… to tylko koszmary.
– Biedactwo moje, polóz sie i spróbuj zasnac masz na wczesnie rano do szkoly, musisz sie wyspac.
– Wiesz i tak chyba, juz nie zasne i pójde pod prysznic…
– No dobrze, tylko postaraj sie byc cicho, mama wczoraj miala ciezki dzien.
– Okey, bede cicho jak myszka.
– To dobranoc.
– Dobranoc.
Uff nie zauwazyl… dobrze, ze nie slyszal moich jeków. Nerwowo wzielam telefon do reki… Na szczescie sie nie rozlaczyla…
– Kaska jestes?
– Myszko… mm teraz bedziesz moja myszka… Przeslyszalam sie, czy wlasnie masz zamiar isc pod prysznic?
– Ale z Ciebie kochany gluptas… no tak.
– Szkoda, ze nie moge z Toba…
– Wiesz jak ja zaluje…
– Zos… Myszko moja… chce sie juz przytulic… nie moglybysmy sie umówic troche wczesniej niz na 6:50? Wiem, ze mialybysmy wtedy prawie godzine dla siebie… ale… chce troszke wiecej… moze bysmy sie umówily o 5:00?
– Kaska… Jezus oczywiscie, ze tak!!
– Okey to w takim razie musze konczyc i sie zbierac na autobus! Pa mój Rudziaku.
– Pa.
Ze szczescia zapomnialam, ze mialam sie starac byc cicho… polecialam do lazienki jak oparzona, na szczescie nikogo nie budzac. Moja bluzeczka wraz z wplatanymi w nia majteczkami wyladowala w koszu na brudne pranie… Stalam teraz naga przed lustrem… mój wzrok skupial sie na mojej lewej piersi gdzie mialam lekkie zasinienie od ust Kaski… masowalam sie po tym miejscu… zamknelam oczy… w mojej glowie rysowal sie obraz mojego „Kotka”, który drapieznie calowal i podgryzal moje piersi… lekko wzdychnelam na wspomnienie o tamtej chwili. Przejechalam reka troszke nizej trafiajac na mój wzgórek… No tak… ledwo o niej pomysle i juz robie sie mokra… koniec! Musze jeszcze wytrzymac te 2 godzinny…
Godzina 5:03
Siedzialam na lawce w umówionym miejscu. Na dworze jeszcze o tej porze byl pólmrok… ale na naszej „miejscówce” rano, zawsze nie bylo ani zywej duszy. Ruch zaczynal sie tutaj robic dopiero gdzies okolo godzinny 8. Nerwowo sprawdzalam caly czas godzine na telefonie… No gdzie jestes… chce Ci… Moje mysli zostaly przerwane przez dlonie, które nagle zakryly moje oczy…
– Zgadnij, kto postanowil Cie dzisiaj zgwalcic…
DAWID?!
– Co Ty tutaj robisz?!
– Ohoho, ale zes sie ucieszyla na mój widok… nie ma co, takim jestem dla Ciebie przyjacielem – Mówil calkiem rozbawiony.
– Sluchaj Dawid, to nie tak… umówilam sie tutaj z Kaska…
– Tak wczesnie? Nie przeginacie troche…
– Dawid no!
– Zoska!
– Hejka Wam! Nie przeszkadzam czasem?
Matko ten glos… tak sie za nim stesknilam!
– Kaska!!!
Calkowicie zapominajac o tym, ze na lawce siedzi nadal Dawid, rzucilam sie jej na szyje i przytulilam sie do niej mocno… malo brakowala, a bym ja pocalowala.
– Ja tez sie ciesze widzac moja droga przyjaciólko.
Tymi slowami, Kaska przypomniala mi, ze Dawid ciagle jest tutaj… Obrócilam sie… Jego mina mówila juz wszystko. W koncu znamy sie od dawna…
– Mozecie mi wytlumaczyc co sie pomiedzy Wami dzieje…
– A co ma sie dziac? – Kaska próbowala zalagodzic sytuacje.
– Zoska… wiesz, ze i tak to z Ciebie wyciagne… a z reszta dobrze wiecie… ze kto jak kto… ale ja na pewno nikomu nie powiem…
– Ehh… Dobra Kaska powiedzmy jej…
– Sluchaj Dawid… Ja i Zoska… jestesmy razem… ale…
– Ha! Wiedzialem… tylko czemu nigdy mi sie nie przyznalas Ruda?!
– ALE… prosimy Cie nikomu nie mów!
– Jasna sprawa! Ale Zoska jest mi winna wyjasnienia.
– Dobrze, wyjasnie… pózniej… prosze idz juz. – Popatrzylam na niego blagalnym wzrokiem.
– Dobra, dobra… jestem tu niechciany.. juz sobie ide. – Mówiac to odchodzil udajac smutnego.
Zwrócilam spojrzenie na Kaske… wygladala troche na wkurzona.
– Co on tutaj robil? Mialysmy nikomu nie mówic na razie.
– Kaska… nie denerwuj sie na mnie, prosze. Nie wiem co on tutaj robil.. wyrósl jak spod ziemie.
Chyba zauwazyla, ze nie klamie i jest mi smutno z tego powodu.
– … po za tym wiesz, ze on nikomu nie powie.
– No dobrze, nie umiem sie na Ciebie gniewac… Chodz tu do mnie…
Po tych slowach Kaska przyciagnela mnie za rece do siebie… moje dlonie znalazly sie teraz na jej plecach… jej zas wplataly sie miedzy moje rozpuszczone wlosy… nasze usta zblizaly sie ku sobie… znowu poczulysmy smak naszych ust… smakowaly truskawkowym blyszczykiem i byly miekkie jak dojrzala brzoskwinia… kolana po raz kolejny przy niej zrobily mi sie miekkie jak z waty… ale dlonie nie mogly dlugo wytrzymac i zjechaly mi na jej jedrny i kragly tyleczek… delikatnie zacisnelam je na jednym i d**gim posladku… nagle oderwala sie od moich ust…
– Jej… jaki z Ciebie niegrzeczny napalony kotek… trzeba Cie troszke okielznac…
Kaska wiedziala jak dzialaja na mnie takie slowa… od pamietnego piatku wypisywalysmy sobie caly czas w smsach co nas najbardziej podnieca… Znowu nasze usta zlaczyly sie w jedno… jezyki zaczely tanczyc we wspólnym rytmie… Zaczela mnie powoli popychac w kierunku lawki, na której wczesniej siedzialam ja i Dawid. Popchnela mnie, zebym usiadla… Zaczela rozsuwac swoja bluze na zamek blyskawiczny… Widzac to, ja równiez postanowilam nie próznowac i zaczelam sie pozbywac swojej… Oby dwie zauwazylysmy, ze ani ja… ani ona nie mamy na sobie stanika… poniewaz, przez nasze bluzeczki dalo sie doskonale zobaczyc sterczace z podniecenia sutki…
– Ojej… Ty moja myszko… widze, ze zrobilas niespodzianke swojej dziewczynie.
– Matko… ale mnie podnieca, gdy tak do mnie mówisz…
– A Ty mnie strasznie podniecasz… lubie, gdy patrzysz na mnie takim napalonym wzorkiem…
Kaske, zas podniecaly bardzo pieszczoty w miejscu publicznym, dziwnie… ale mnie tez to podniecalo. Zblizyla sie w moja strone i zaczela siadac na mnie w rozkroku… moje dlonie automatycznie powedrowaly pod jej bluzeczke… delikatnie zaczelam jezdzic po jej ciele… to byl jak taki taniec… badalam dotykiem kazdy fragment jej pleców, przebijajac sie czasami, na jej brzuch… ale chwilowo omijajac piersi… Gdy ja zajmowalam sie ponownym „badaniem” jej ciala… ona delikatnie i z czuloscia calowala mnie po szyi i rozpinala mi moje guziczki od bluzki… na jej i moje nieszczescie bylo ich tylko cztery… ale to wystarczylo, aby jej usta dotarly na mój dekolt… a zaraz pózniej pomogla sobie reka, aby jedna moja piers ujrzala swiatlo dzienne. Zaczela ja calowac fragment po fragmencie… z moich ust znowu wydobylo sie mimowolne wzdychniecie… przygryzlam moja dolna warge i rozkoszowalam sie tej chwili… moglabym tak wiecznie… ale w pore sie opanowalam dalszemu odprezeniu… postanowilam przejac inicjatywe… Zrzucilam ja na bok… i teraz to ja siedzialam na jej nogach w rozkroku…
– MATKO! Zoska… podoba mi sie taki obrót sprawy…
– Wiem… dlatego pozwól mi dzialac… musze sie odwdzieczyc, za Twój piatkowy wyczyn…
– O jezu… tak…
Teraz to ja pokonywalam kazdy fragment jej skóry, zaczelam od szyi… niestety bluzeczka Kaski nie posiadala zadnych guziczków… ale jakos mnie to nie powstrzymalo… zjechalam pomalu z jej nózek, klekajac na betonowych plytkach… dlonmi masowalam jej uda, a ona unosila pomalu material odslaniajac brzuszek, który zaczelam dokladnie „gwalcic” moim jezykiem i ustami… Kaska unosila material co raz wyzej, dajac mi co raz wiecej skrawka swojego ciala do skosztowania… w koncu moim oczom ukazaly sie ponownie jej malego rozmiaru piersi, z twardymi juz sutkami… Nie wytrzymala… Moje usta od razu powedrowaly na jej brodawki i zaczelam krecic na nich kóleczka, podrazniajac je i otulajac je w moja sline… po chwili juz oby dwie jej piersi blyszczaly i „opalaly sie” od wychodzacych pomalu promieni slonecznych…
– Matko, ale one sa piekne…
– Zoska… blagam nie przestawaj…
Kochana, nie mam takiego zamiaru… Moje dlonie caly czas gladzily jej uda… pomalu zaczynalam sie co raz bardziej wkradac pod jej spódniczke… i w tym momencie sie lekko zszokowalam, ale i zarazem ucieszylam… Najwidoczniej Kaska przewidziala „mój” atak na jej krocze, poniewaz… nie miala na sobie majtek. W mgnieniu oka mnie to rozpalilo… a ona jakby wyczuwajac to zaczela swoja dlonia spychac moja glowe w dól… ugryzlam ja delikatnie w udo, co spowodowalo wydobycie sie przyjemnego jeku z jej ust… moje usta podazaly co raz glebiej ku jej lona… zaczelam czuc przecudowny zapach… który co raz bardziej uderzal w moje nozdrza. Bylam juz co raz blizej… mój jezyk juz prawie dotykal jej nabrzmialej lechtaczki… jej dyszenie nagle ustalo, jakby zamarla…
– Zrób to blagam… – Wydusila z siebie.
Mój jezyk powoli od samego dolu do góry przejechal po jej mokrej od soczków myszce… W tym momencie z ust Kaski wydobylo sie bardzo glosny jek… i znowu zamarla czekajac na wiecej. Ale juz nie mialam sily sie, z nia droczyc… zwlaszcza, ze jej nektar byl taki pyszny… Zaczelam ja delikatnie lizac… krecac na niej kóleczka.. tak powoli… pomoglam sobie troche dlonia i rozchylilam jej wargi troszke na bok upraszczajac sobie tym dostep do jej najczulszego punktu… gdy tylko czubek mojego mokrego jezyka zetknal sie z jej „guziczkiem”… Kaska wygiela sie do tylu lapiac mnie za glowe i przyciskajac ja mocniej…
– JEZU SWIETY! ZOSKA NIE PRZESTAWAJ JEST MI BOSKO!
Balam sie tylko, zeby ktos nie uslyszal jej krzyków… ale mimo to nie przestawalam. Czulam taka wielka satysfakcje i podniecenie, ze jest jej dobrze… Czulam jak coraz wiecej soków, wylewalo sie z jej dziurki… pomalu nie nadazalam za ich zlizywaniem… Kasce, zaczynalo byc chyba co raz blizej… bo jej uscisk na moich wlosach byl co raz silniejszy… na dodatek jej dosc dlugie paznokcie zaczely silnie wbijac sie w moje ramie, co dodatkowo mnie rozpalilo… Zaczelam ja jeszcze szybciej lizac… Nie chcialam przestawac, nawet nie wiedzialam… ze mam tyle sily w jezyku… Nagle z jej ust wydobylo sie ostatnie glosne wzdychniecie, wygiela sie mocno w luk i ponownie zamarla… ostatnie co jej udalo sie wydobyc z ust…
– Dochodze…
To byl najcudowniejszy widok patrzac na nia, gdy doznawala wlasnie maksymalnej rozkoszy i niebianskiego uniesienia. Chwile jeszcze trwala tak… i nagle opadla. Ciagle miala zamkniete oczka… nagle je otworzyla i zobaczyla mnie z oparta broda na jej kolanach i usmiechajaca sie do niej…
– Kociak… jestes boska…
– Nie przesadzaj… Uczylam sie od Ciebie. – Zasmialam sie.
– Kocham Cie!
– A ja Ciebie.
Usiadlam obok niej i siedzialysmy tak wtulone w siebie… i pewnie siedzialybysmy tak dluzej, gdyby nie to, ze trzeba byl udac sie na zajecia.

Godzina 10:30
Kolejna lekcja mijala… a ja nie moglam sie na niczym skupic. Caly czas myslami bylam na lawce z Kaska. Na szczescie teraz byla przerwa na której, wszystkie dziewczyny z naszej paczki uciekaly „poprawic” urode… my jednak postanowilysmy sie z tego zerwac.
– Dziewczyny czas do „kosmetyczki” – Oznajmila wszystkim Sandra.
– Dobra to wy idzcie, a my z Zoska skoczymy do sklepiku.
– A po co niby? – Wtracila sie Kinga
– No a po co sie chodzi do sklepiku? – Bronila nas Kaska.
– Dobra, nie to nie. Dziewczyny idziemy same.
– Ale ja chyba, tez pójde do sklepiku. – Wydukala z siebie Natalia.
– Jezus… Kinga to chodzmy same.
No i tyle bylo z chwili dla nas… Natalia musiala wszystko zepsuc. Po minie Kaski widzialam, ze tez to sie jej nie podoba, gdy nagle wypalila ona z czyms dziwny.
– Natalia, bo tak sie zawsze zastanawialam… co tym masz w sumie do lesbijek?
Nagle serce podskoczylo mi do gardla.
– Eeee… ja? No chyba nic, ja jestem tolerancyjna do wszystkiego. A dlaczego pytasz?
– Nie tak tylko z czystej ciekawosci.
No tak, Natalia nie nalezala do najbardziej domyslnych osób w naszej paczce. Moze to i nawet lepiej… widocznie Kaska chciala tylko sprawdzic, grunt na jakim sie znajdujemy.
– Kurcze, wiecie co zapomnialam portfela z kurtki.
Tak! Tak, tak, tak!!! To byla nasza nadzieja…
– Jasne, nie ma sprawy. Lec po niego a my przytrzymamy Ci kolejke.
Gdy tylko Natalia pobiegla w strone szatni… Kaska pociagla mnie za reke, zeby szybko nas schowac pod schodami. Na szczescie byl tam taki zaulek, do którego raczej nikt nie zagladal.
– Matko! Jak dobrze, ze ona zapomniala tego portfela… ale pewnie mamy tylko chwile.
Nie zdazylam nawet nic powiedziec, bo moje usta zostaly znowu zaatakowane przez usta Kaski. Po raz kolejny moje kolana sie rozmiekczyl… brzuch wypelnil sie motylkami… Przyparla mnie do sciany… a ja objelam ja noga przyciagajac mocniej do siebie. Ale nasze szczescie dlugo nie trwalo, bo dziewczyny juz zaczely sie zblizac…
– Kurde… ida tutaj znowu gaduly…
– Kaska… moi rodzice sa caly dzien w pracy, a my konczymy za dwie godziny.
– Co masz na mysli?
– Wspólna nauke…
– Mmm… Podoba mi sie Twój pomysl.
Wyszlysmy szybko, z pod schodów. Dziewczyny, schodzily juz pomalu… a w nasza strone zmierzala Natalia.
– Ej co z wami, nie bylo Was w sklepiku?
– A cos nam wypadlo.
Natalia wzruszyla tylko ramionami. Reszta dziewczyn do nas dolaczyla i rozbrzmial sie glosny dzwiek dzwonka na lekcje, a my z Kaska czekalismy juz tylko na zakonczenie zajec…

Godzina ok. 13:00
Siedzialysmy u mnie… Ubranie nie bylo nam potrzebne… Ja siedzialam na ziemi przy fotelu na którym siedziala Kaska… jej stopy opieraly sie na moim brzuchu i czesala mi reka wlosy… Bylo mi tak cudownie…
– Kaska… masz piekne stopy… nigdy wczesniej na nie tak nie patrzylam… ale… podniecaja mnie…
– Haha. – Zasmiala sie. – Mnie Twoje tez. Sa takie malenkie i slodkie.
– Naprawde Ci sie podobaja?
– Tak gluptasku.
Wzielam jej stópke w dlon i zaczelam delikatnie calowac… Jej zapach byl cudowny. Kaska, zas d**ga stopa zaczela delikatnie jezdzic po mojej piersi i drazniac paluszkami i tak juz mój twardy sutek od podniecenia. Znowu zaczelam wypuszczac glosniej powietrze…
– Wiesz, boje sie… zeby sie dziewczyny czegos nie pokapowaly.
Jej slowa wyrwaly mnie z przyjemnosci… zdjelam z siebie jej nogi, wstalam i siadla ma jej kolanach.
– Ja tez… ale nie chce teraz o tym myslec. Ale kiedys trzeba bedzie im powiedziec.
– No tak masz racje… ale teraz cieszmy sie, tym ze w koncu jestesmy razem… Wiesz, od samego poczatku mi sie podobalas.
– Zawstydzasz mnie…
– Naprawde… zawsze fantazjowalam o Twoim ciele…
– I jak? Bardzo Ci sie podoba?
– Oj bardzo… ale moze… chociaz to glupie…
– NO MÓW! Chce zrobic dla Ciebie wszystko…
– Chcialabym, zebys mi zrobila striptiz… przy jakiejs powolnej… pobudzajacej zmysly melodii…
– No wiesz Kotek, bardzo chetnie… ale jak widzisz ja juz jestem gola. – Zasmialam sie, patrzac na jej blagalny wzrok. – Ale dobrze poczekaj tutaj…
Podbieglam szybko do szafy…
– Tylko zamknij oczy!
– Ehh… no dobrze.
Szybko nalozylam na swoje nózki ciemne rajstopy… zakrylam swój nabrzmialy biuscik czerwonym koronkowym stanikiem i a na siebie narzucilam tylko koszule odslaniajaca tylko moje uda i zapielam na kilka guzików, aby odslanial spora czesc mojego dekoltu. Wychylilam glowe za szafy… Kaska miala zakryta twarz dlonmi… ale widzialam, ze próbowala troche podgladac… na szczescie za drzwi nie bylo nic widac…
– I co gotowa?
– Mhm… jak nigdy… w dodatku napalona…
Schowalam sie ponownie, za drzwi szafy… i powoli wystawilam za nich swoja stope… i powoli wychylajac cala noge… kocimi ruchami zaczelam sie poruszac w kierunku laptopa… Na moje szczescie laptop stal tak, ze gdy bylam przy nim… moglam w pelnej okazalosci „chwalic” sie swoim tyleczkiem Kasce, krecac nim na boki… po chwili rozstawilam nogi… jeszcze w chwilowo cichym pomieszczeniu dalo sie slyszec ciche dyszenie… Gdy udalo mi sie odszukac odpowiednia melodie, wlaczylam ja… i powoli sie odwrócilam opierajac sie rekami o biurko stojac w rozkroku… Moim oczom ukazal sie widok Kaski w podwinietymi i rozlozonymi nogami na fotelu… które bardzo mocno trzymaly sie palcami jego brzegu. Jej wlosy zakrywaly czesciowo jej piersi, a jej jedna dlon spoczywala na jej myszce, która masowala sie powoli… a d**ga ugniatala swoja piers. Podniecilam sie na ten widok bardzo… kroczac kocimi ruchami w jej strone, natrafilam na lózko… powoli oparlam na niej jedna reke… a zaraz d**ga… w ten sposób kleczalam na lózku podpierajac sie na nich. Zaczelam sie wyciagac niczym zwierzak… wypinajac mój tyleczek wysoko do góry i znowu krecac nim raz w lewo… a raz w prawo… Widzialam, ze te widoki bardzo dzialaja na Kaske, która zaczela cicho pojekiwac i troszke przyspieszajac swoja „solowa” zabawe. Oderwalam rece przeciagajac je po udach i prostujac sie… jechalam po brzuchu pociagajac kawalek materialu do góry, który zaraz potem opadl zakrywajac ponownie odsloniete miejsce… moje palce jechaly powoli po guzikach, zatrzymujac sie na ostatnim zapietym… Powoli zaczelam go rozpinac… a potem kolejny i kolejny… I tak o to kleczalam, juz w rozpietej koszuli…
– Ej… a po co Ci ten stanik? – Wydyszala zawiedziona.
– A wiesz co z nim sie da zrobic?
– Nie wiem… ale jestem bardzo ciekawa… – Dyszala co raz glosnie i masowala sie co raz szybciej.
– Mozna go rozpiac od przodu.
– Boze… rozepnij go…
– Dobrze…
Przekrecilam jedna nózke po lózku… i d**ga, teraz siedzialam juz na skraju lózka po d**giej stronie… blizej Kaski… podeszlam do niej blizej… i zaczelam rozpinac stanik… natychmiast wyskoczyly z niego moje piersi… Zadzialalo to na nia natychmiastowo… bo z jej ust wydobyl sie glosny jek.
– Matko… jak one na mnie dzialaja…
Usmiechnelam sie sama do siebie… obrócilam sie do niej tylem i zaczelam powoli zsuwac koszule z ramion… powoli osuwajac po plecach… wyciagnelam z niej jedna reke… obrócilam sie znowu do Kaski przodem i sciagnelam z siebie koszule juz calkiem rzucajac jej glowe… Ona zas natychmiast ja z siebie zrzucila…
– Zostal mi ostatni element naszego striptizu…
Kaska byla chyba u skraju wytrzymalosci, bo masowala sie juz bardzo szybko i prawie krzyczala… ja natomiast siadla znowu na ziemi tym razem przodem do niej… jedna stópke polozylam na jej stópce… z d**ga zrobilam dokladnie to samo… Teraz siedzialam z rozlozonymi nogami w czarnych rajstopach przed rozpalona do granic mozliwosci moja ukochana… która byla co raz blizej uniesieniu…
– Bardzo Ci blisko?
– Zaraz dojde…
– A teraz Cie wykoncze moja kochana…
Polozylam sie calkowicie na ziemi… moje dlonie powedrowaly w miejsce mojego krocza… wbilam delikatnie paznokcie w material i powoli zaczelam go rozrywac… ukazujac przy tym cala blyszczaca od moich soczków myszke Kasce. To byl chyba strzal w dziesiatke… bo w tym momencie wygiela sie w luk zacisnela nogi i zamarla… Trwala tak dluzsza chwile… po czym opadla z sil. Powoli dochodzac do siebie usmiechnela sie do mnie, zsuwajac sie z fotela i kladac sie na moim cialku…
– Kocham Cie mój Rudziaku…
– A Ja Ciebie! Ale niestety musimy sie powoli ubierac… za niedlugo beda wracac moi rodzice… a Ty musisz niestety wracac do domu…

Bunlar da hoşunuza gidebilir...

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir